Bardzo często zdarza się tak, ze przyjmując na dane, wolne stanowisko, pracodawca ma ogromne wymagania, co do osoby, która na tym stanowisku będzie pracowała. Ale później, kiedy już zdobędzie wymarzonego pracownika, zapomina o jego istnieniu. I dlaczego tak się dzieje? Pracownik nie ma w umowę wpisanego rozwijania się poza firmą, jeśli nie ma takiej potrzeby. Oczywiście, obraz idealnego i wymarzonego pracownika pokazuje, ze ma on potrzebę rozwijania swoich umiejętności niezależnie od tego, czy jego miejsce pracy mu to umożliwia, czy nie, ale trudno o stwierdzenie jednoznaczne, że tacy pracownicy zdarzają się częściej niż raz na sto. Dlatego firma powinna dbać o to, aby pracownik, który niekoniecznie chce się rozwijać, musiał to robić. Jak go ku temu zachęcić? Nie organizować szkoleń, które nie są trafione merytorycznie. Nie organizować szkoleń, które przekazują wiedzę na poziomie elementarnym, czyli drugi rok ukierunkowanych studiów. I na koniec nie rozwijać pracownika w jednym kierunku. Warto zapewnić, oprócz szkoleń, szanse na rozwój w innych kierunkach. Karnety na siłownię, otwarte karnety na zajęcia sportowe, wejściówki na wydarzenia kulturalne, czy nawet szkolenia w zakresie języków obcych, to wszystko jest dla pracowników dodatkową bonifikatą, żeby wkładali nie tylko swoje umiejętności, ale także trochę serca w rozwój firmy i gwarantowane jest, że to zadziała.